Siedem obserwacji z pokazu próbnego i przeglądu feedbacku — punkt wyjścia do wszystkich decyzji montażowych z checklisty.
Nikt nie kwestionował historii ani bohatera — kwestionowano rytm serwowania emocji. Rozpisanie każdej sceny (emocja / intensywność 1–5 / funkcja fabularna) ujawnia "plateau" — ciągi scen o tej samej intensywności i typie emocji. To daje obiektywne dowody do cięcia zamiast polegania na przeczuciu.
Dwa tryby pracy — porządkowanie/skracanie oraz eksperymenty wizualno-dźwiękowe — nie powinny iść równolegle. Najpierw pełny przegląd redukcyjny na ustabilizowanej strukturze, dopiero potem odważniejsze zabiegi wizualne — inaczej ryzyko szlifowania stylu na scenach, które i tak wylecą.
Wątek "mam talent" wycinamy bez wahania. Redundantne "koszee" (festyn/koncert/apel) łączymy w jedną eskalującą linię. Fryzura/waga Szymona — najtańsza naprawa: czysto montażowa kolejność ujęć, zero dokrętek.
Ekipa nie jest zgodna, czemu ta scena służy — sygnał ostrzegawczy. Jeśli odpowiedź jest niejasna nawet dla twórców, widz się pogubi. Do rozstrzygnięcia: dograć ruch/ucieczkę (pulsujące napięcie) albo wyciąć.
Sąsiaduje zbyt blisko z wybuchem złości ojca i sceny się "znoszą" emocjonalnie. Sama scena ma wartość (pokazuje otwartość ojca) — szukamy jej innego miejsca, dalej od kulminacji złości.
Wersja 52-minutowa jako punkt wyjścia ogranicza i wymusza cięcia na siłę. Dobra wersja 80-minutowa najpierw, potem osobny re-cut telewizyjny — taniej i bezpieczniej niż odwrotna kolejność.
Pomysł z "winampowymi" wstawkami subiektywnej percepcji testujemy na 2–3 scenach (np. brak wybrzmienia po scenie ojciec–syn przed kolejnym koncertem) i sprawdzamy reakcję małej grupy, zanim rozciągniemy stylistykę na cały film.